poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Warsztaty curry i NajedzeniFest SLOW FOOD


Cześć! 
Wczoraj w Hotelu FORUM odbywała się wielka kulinarna feta. Wydarzenie głośne jak przeciwpożarowa syrena, więc każdemu Krakowianinowi (lub przebywającemu chociaż w Krakowie) coś się obiło o uszy. Impreza się rozszerza w kilku płaszczyznach, przyciąga więcej osób i zaskakuje coraz większą liczbą atrakcji. 

Knajpy, producenci, stowarzyszenia, blogerzy, winiarnie, foodtrucki. Nowością dla mnie były warsztaty i seanse filmowe w Kinie Pod Baranami. Żałuję, że nie mogłam poświęcić piątkowego wieczoru na kuchenny maraton w kinie, na szczęście już wcześniej wygospodarowałam czas na warsztaty o curry!


Ale od początku, kilka słów o samym festiwalu. Lubię Hotel FORUM, darzę szczególnym uczuciem leżaczki przed wejściem i widok na Wisłę i Wawel, uśmiecham się na myśl o wysłużonych wykładzinach, podoba mi się industrialny bar, przy który kojarzy mi się z filmami o  brudnym Londynie. Pomysł umieszczenia w jednym miejscu tylu wspaniałości zawsze przyprawia mnie o szybsze bicie serca. Żałuję tylko, że żołądek mam tylko jeden i miejsce jest ograniczone, bo z chęcią spróbowałabym wszystkiego! To co mi przeszkadza w takich spędach, to ilość gawiedzi, lub właściwie ludzi takich jak ja, którzy z chęcią zjedliby coś pysznego. Chyba nie ma na to rady, trzeba się do tłumu przyzwyczaić i nauczyć się z nim żyć. 

Na szczęście udało mi się zjeść kilka pysznych rzeczy, zanim poszłam na warsztaty.

Zaczęłam od deseru, doskonałego tortu bezowego z malinami, borówkami i kremem z mascarpone, śmietanki i likieru Kahlua od Book me a cookie. Nie byłam pewna czy lubię bezę, ale okazało się, że jestem jej wielką fanką, zwłaszcza w tak dopasowanym towarzystwie. 
Próbowałam specjalności Forum: maleńkich kanapek z tatarem wołowym i rostbefem. Obie bardzo mi smakowały.


 
Porządnie nasyciłam się zupą z pieczonej papryki i pomidorów z serem z bawolego mleka i porządną garścią zielonej pietruszki z Węgierskich Specjałów. Smaczna, klasyczna węgierska zupa.


Niestety, wtedy skończył mi się czas (nie miejsce w żołądku, w żadnym wypadku) i poszłam na warsztaty. Spośród bogatej listy dostępnych kursów zdecydowałam się na zajęcia z Bartkiem Półcienniakiem z Twójkucharz.pl o przygotowywaniu curry i sufletów czekoladowych z gorgonzolą. Dlaczego właśnie te? Wydały mi się najbardziej egzotyczne, a zdjęcie prowadzącego najbardziej sympatyczne ^^ Kuchnia indyjska jest mi praktycznie zupełnie obca. Bardzo żałuję, bo to kuchnia pełna aromatów, kolorów, warzyw i smaku.


To moje pierwsze warsztaty tego typu, więc byłam ogromnie podekscytowana i trochę zestresowana. Na szczęście atmosfera była bardzo przyjemna, uczestnicy warsztatów sympatyczni i chociaż nie wyszłam z sali z telefonem pełnym nowych numerów, z przyjemnością wspomnę te 2 godziny pracy z obcymi dla mnie ludźmi.

Tak jak się spodziewałam, Bartek okazał się być bardzo charyzmatyczną jednostką! Mimo, że rozkojarzony natłokiem obowiązków przy festiwalu, z pasją opowiadał o podstawowej mieszance ziół indyjskiej kuchni. Mam nadzieję, że właściwie wszystko zapamiętałam. W mieszance musi się znaleźć:


  • kolendra
  • kozieradka
  • kmin rzymski
  • czerwony pieprz
  • biały pieprz
  • czarny kardamon
  • zielony kardamon
  • kurkuma
  • anyż

Do wersji podstawowej curry trzeba koniecznie dodać jeszcze odrobinę świeżego imbiru, limonkę, cebulę, czosnek, chilli, miód lub cukier i świeżą kolendrę. Później można już kombinować z dodatkami: albo pomidory, albo mleczko kokosowe, albo jedno i drugie (ta wersja moim zdaniem jest najsmaczniejsza). Strasznie to wszystko skomplikowane, ale spróbuję w najbliższym czasie odtworzyć recepturę w domu.

Suflet czekoladowy z gorgonzolą to porównaniu do poprzedniego dania bułeczka z masłem! 2 jajka, tabliczka czekolady, 20 g cukru, 20 g masła i odrobina sera. Najlepiej przygotować go dzień wcześniej i zamrozić, bo wtedy łatwiej uzyskać efekt z chrupiącym brzegiem i lejącym, płynnym środkiem. Poezja smaku! Deser niesamowicie mi smakował, miałam ochotę śpiewać ze szczęścia. W najbliższym czasie oczywiście pojawi się na blogu. O ile uda mi się uzyskać taki sam efekt.



Warsztaty były dla mnie pięknym przeżyciem. Żałuję z całego serca, że nie brałam udziału w podobnych wydarzeniach wcześniej. Przede mną jeszcze długa droga, mam do odkrycia jeszcze tysiące tajników kuchennej wiedzy. Obiecuję być jeszcze pilniejszym uczniem i nadrabiać istniejące braki z jeszcze większym zaangażowaniem!

W międzyczasie Tomek, jego siostry i reszta naszych znajomych zjedli pyszne burgery od Streat Slow Food (podobno doskonałe mięso, dodatki najwyższej jakości), i Burgertaty (minimalnie gorsze, chociaż dalej bardzo smaczne). Zdecydowali się też na tarty od Bonjour Cava (czekoladową, czekoladowo-bananową i z białą czekoladą). 




Po warsztatach musiałam niestety szybko uciekać do domu, żeby dokończyć prezentację na dzisiejsze zajęcia. Pomimo tego, że nie jestem mistrzem w wystąpieniach publicznych, to mogę uznać za naprawdę udane. Obym trafiała częściej na tak ciekawe tematy!

Podsumowując, mam nowe cele na najbliższy czas:


  • więcej warsztatów
  • więcej knajp
  • więcej burgerów 
  • więcej słodkości
  • więcej czasu na wszystko (żądam wydłużenia doby)!

1 komentarz:

  1. o mamusiu.. ile pyszności!!!! Szkoda, że tam mnie nie było :(

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...